Wpisy otagowane “cudownie ocalony”

Widziałem dobry polski film...

Przykro patrzeć na filmy, które ostatnimi czasy powstają w naszym kraju i panoszą się w kinach oraz programach telewizyjnych. Mam tu na myśli te najbardziej znane, bo i najbardziej reklamowane produkcje typu: “Nigdy w życiu”, “Tylko mnie kochaj”, “Dlaczego nie”, czy “Jeszcze raz”.

Wszystkie te filmy kojarzą mi się z plastikiem - plastikowa scenografia, plastikowy scenariusz, plastikowa muzyka i plastikowi aktorzy, a do tego jeszcze nachalny product placement. Wspomnę tu fragment recenzji “Tylko mnie kochaj”, którą widziałem w jakiejś gazecie. Otóż recenzent zachwycał się Warszawą pokazaną w filmie, bo tak pięknej jeszcze nigdy nie widział. Warszawa w tym filmie da się porównać do wyidealizowanego świata szklanych domów (skojarzenia z Nowym Jorkiem oraz Przedwiośniem jak najbardziej na miejscu), w którym nie tylko miasto, ale i wszyscy jego mieszkańcy są piękni i bogaci a do tego zupelnie nic nie muszą robić. To nie była pozytywna recenzja, ale niezwykle trafna, kto nie wierzy niech obejrzy ten film. Życzę wytrwałości.

Jest jednak kilka dobrych rzeczy w tych wszystkich filmach. Po pierwsze niektóre z nich da się nawet obejrzeć jako przyzwoity odmóżdżacz np. po ciężkim tygodniu pracy (innych się nie da bo sen zwycięży - tu ukłony dla “Nigdy w życiu”). Po drugie, gdy po zapoznaniu się, z którymś ze wspomnianych “dzieł” zobaczymy jakiś normalny film, wówczas wyda się on nam arcydziełem.

Widziałem ostatnio dwa normalne polskie filmy. Pierwszy w kinie i była to “Operacja Dunaj”, film niezły, ale wcale nie rewelacyjny za to jakże inny od wymienionych tu poprzedników, do tego ze świetnym “knedliczkowym” klimatem. Drugi z filmów obejrzałem 11 listopada w TVP i był to “Cudownie ocalony”.

Cudownie ocalony - akcja filmu rozgrywa się na początku lat 60. na Mazurach. Mikołaj Biesaga jest człowiekiem żelaznych zasad, uczciwym i pobożnym, choć nieco porywczym. Ten wdowiec i były żołnierz został w czasie wojny ciężko ranny. Przysiągł wówczas Najświętszej Panience, że jeśli przeżyje, postawi swej wybawicielce kapliczkę.”

Tyle oficjalnej recenzji, która brzmi średnio zachęcająco jak na… komedię. Jest to jednak jak najbardziej komedia, do tego w świetnej obsadzie, żeby wymienić tylko: Mariana Opanię, Ewę Kasprzyk, Edytę Jungowską, czy Henryka Gołębiewskiego. Jest to film, który chciałem Wam wszystkim polecić, posiadający niezwykły klimat PRLu i PGRu okraszony nieco kresami wschodnimi. Po prostu kawał dobrego filmu, który porusza, śmieszy i zapada w pamięć. Co więcej, filmu w którym nie zobaczymy majtającej bosymi stopami Danuty Stenki, romantycznego Jana Frycza, czy wysiadającego z nowiutkiego Porsche Macieja Zakościelnego. Szczerze polecam.