Przykro patrzeć na zakorkowane Polskie drogi ale okazuje się, że jest jednak sposób by temu zapobiec! Jak? Najlepiej taką przykorkowaną drogę dodatkowo zablokować! Logiczne, prawda?
Kolejna migawka z życia
Najlepszego kierowcy w regionie a moze i w Polsce.
Znów do pracy. Kilkadziesiąt minut jazdy samochodem. Dobrze że odebrałem już swoją “Srebrną strzałę” od blacharza bo autobusów jakoś nie lubię. Przeraża mnie kiedy muszę je wyprzedzać - szerokie to takie… no i jakiś taki uraz do jeżdżenia nimi przez to mam. Głośne są, kopcą strasznie. Nie ma to jak własne, wychuchane cztery kółka.
Odpalam nawigację i jazda do roboty, jak codzień. Pierwsze, drugie, trzecie, czwarte, piąte światła na drodze krajowej i wreszcie trochę luzu. Mogę wskoczyć na lewy pas i przegonić “srebrną strzałę”!
Ciekawe, że licznik mi przekłamuje o jakieś 5 km/h. Na Nawigacji pisze że jadę 95 km/h a na liczniku mam aż 100. Chyba że to usterka w nawigacji? O… teraz pokazuje 75 km/h a na liczniku jest też coś koło tego. To może jednak jest dobrze? Sam nie wiem.
Coś się dzieje! Auto z tyłu błyska światłami. Co jest?! Chyba ostrzega jadących z naprzeciwka o Policji. Ale ja ich jakoś nie zauważyłem. No cóż, pewnie stali w krzakach.
Pan z tyłu dalej błyska (dziwne) a ja zbliżam się do zwężenia drogi - remont. Znowu będzie korek. O! Już się zaczna. Mój pas jest pusty, więc zjeżdżam na prawy gdzie wszyscy stoją. Potem nie będę się musiał wpychać, a jeszcze by mnie nie chcieli wpuścić… To ja dziękuję, postoję.
Powoli podjeżdżamy do przodu, po chwili już mnie noga boli od wciskania sprzęgła, a tu znowu ktoś jedzie lewym, pustym pasem i nas wyprzedza. Jak on tak może? Gdzie jest policja!? No ale widzę że wreszcie ktoś pomyślał. Zielony bus zjeżdża na lewy pas i blokuje go. Nie będą się cwaniaki wpychać i nas wyprzedzać!
Czemu o 6.45 w każdej stacji radiowej lecą reklamy? Przełączam na muzykę z CD. “Wstań! Powiedz nie jestem sam…” lala la la… Ta piosenka zawsze kojarzy mi się z 1 listopada bo kiedyś kupiłem na grób babci pozytywkę z tym utworem.
Jedziemy jakieś 15 km/h. Z tyłu już masa samochodów. Jakieś 100 m przed nami, z bocznej drogi, na dwupasmówkę wjeżdża auto za autem. Dzięki temu że bus blokuje lewy pas mogą bez problemu włączyć się do ruchu i wjechać na drogę główną. Miło, tylko nie wiem czemu ciągle tak wolno jedziemy…
Widzę już barierki przy zwężeniu. GPS wskazuje 20 km/h, licznik też. Teraz już możemy spokojnie sobie tak jechać. Bus dalej blokuje, nikt nas nie wyprzedził! Przyjemnie nawet może być w takim korku jak nikt się nie wpycha. Mogę zachować odstęp od auta z przodu, nawet 200 m, spokojnie oglądnąć remontowany wiadukt i nie martwić się że ktoś będzie się chciał wepchnąć. Mam taką zasadę że nigdy nikogo nie wpuszczam. Co się będzie chamstwo pchać przede mnie.
No to ostatni odcinek korka przede mną. Jadę ostrożnie między słupkami. Śmieszne są, chyba gumowe? Jak coś w nie wjedzie to nic się pewnie nie stanie. Mijam zwężenie. Przede mną pusta droga. Można już wrzucić trójkę i przyśpieszyć.
Dziś było nieźle, 15 minut w korku, ale nikt mnie nie wyprzedził i to się liczy!
Zasady Najlepszego kierowcy w regionie a może i w Polsce
-
Zasada 2:
- Kto nie blokuje nie jedzie i niech nikt mnie nie próbuje wyprzedzić!
Jeszcze parę słów komentarza do powyższego opisu.
Czy blokowanie drogi przy zwężeniach coś daje? A jeśli daje to komu? Dla mnie brak w tym logiki, bo jak blokując można coś przyśpieszyć?
Spójrzmy na takiego blokującego. Co on chce osiągnąć? Tylko i wyłącznie to, żeby ktoś go przypadkiem nie wyprzedził. Natomiast ma zupełnie gdzieś to co dzieje się za nim (poza czuwaniem by ktoś go nie objechał).
Gdyby pan blokujący pomyślał, to widziałby, że korek dzięki niemu się nie skraca a wręcz przeciwnie - wydłuża się. Zresztą dotyczy to nie tylko blokujących drogę ale i tych którzy ustawiają się w sznureczku na jednym pasie zostawiając drugi pas wolny.
Efekt? W miejscu gdzie mogłoby znajdować się kilkadziesiąt lub kilkaset aut jest pusto (zablokowany pas), a rozciągnięty często na wiele kilometrów sznur pojazdów blokuje wszystkie boczne uliczki gdzie pewnie część kierowców by zjechała (gdyby mogła), automatycznie zmniejszając korek.
Szczytem debilizmu jest blokowanie drogi w miejscu, gdzie (jak w powyższej scence) kawałek dalej dołącza się inna ruchliwa droga. Taka sytuacja miała na przykład nagminnie miejsce w Tychach, podczas niedawnego remontu wiaduktu (w kierunku na Katowice).
Zwężenie drogi było na lewym pasie, sznur aut “staczy” ustawiał się więc na pasie prawym. Od razu znajdowali się też idioci (bo inaczej nie można ich nazwać) blokujący wolny lewy pas.
Tymczasem kawałek dalej z przodu, z lewej strony, wjeżdżał sobie spokojnie na dwupasmówkę szereg aut z drogi podporządkowanej. W ten sposób droga główna ‘stała’ poblokowana a boczna droga ‘szla’ na bieżąco. Jak dla mnie, powinno być odwrotnie. Niestety imbecyle pozbawieni mózgów zdawali się nie dostrzegać absurdalności tej sytuacji i twardo blokowali, czasem na przestrzeni kilku kilometrów. Pewnie myśleli że… nie… przepraszam… oni nic nie myśleli bo przecież w tym czasie ktoś inny z ich rodziny przejął szarą komórkę.
Co jeszcze daje blokowanie. Zachowuje kolejność. Jak ktoś pierwszy przyjechał to pierwszy wyjedzie. Taka zasada FIFO (First In First Out). Tyle tylko, że przecież to kolejny absurd. To samo uzyskamy jadąc do końca obydwoma pasami i przepuszczając się wg. zasady “na zamek błyskawiczny” na końcu. Przy okazji korek będzie krótszy.
Inne przykłady jacy wspaniali są “blokowacze” i “stacze”. Kiedy ktoś ich wyprzedzi to jest cwaniakiem, chamem i się wpiernicza (<lol>) ale kiedy oni gwałtownie zmieniają pas i zajeżdżają komuś drogę to są OK?
Co dalej… jedziemy sobie w takim zablokowanym korku. Blokujący się cieszą bo nikt ich nie wyprzedza i wszystko idzie szybciej.... Hola! Szybciej? Na pewno? W 90% przypadków “idzie” tak samo wolno bo połowa miłośników stania na zablokowanym pasie, nie potrafi szybko ruszyć, a już żeby przejechać przez zwężenie szybciej niż 30 km/h to przecież jakaś niemożliwość.
Kiedy jadę sobie pasem wolnym (tym na którym jest zwężka), rzadko zdarza się żeby nie było miejsca na płynne włączenie się, natomiast często jest tak, że kiedy ja już wyjeżdżam ze zwężenia ten który jechał za mną ciągle jest na jego początku (no i skąd biorą się korki?).
Czasem nie wiem czy się śmiać czy płakać. Znajdzie się taki nadgorliwiec, “porządkowy”, który blokuje pas… jedzie, jedzie… i nagle widzi że… już zlikwidowali zwężenie… Cóż, tak też bywa, a Mózgojad grasuje.
Staram się zrozumieć “staczy” ustawiających się na zablokowanym pasie i “blokowaczy”. Muszę przyznać że są uzasadnienia dla takich zachowań:
-
Małe umiejętności jazdy samochodem: “stacz” nie potrafi zmieniać pasa.
-
Strach, że ktoś powie, że się wpycha i jest chamem. Ale, chwila, kto tak powie? No kto? Inni “stacze” którzy sami bali się zjechać na wolny pas. Absurd: “stacze” boją się innych “staczy”.
-
Połączenie obu powyższych. Strach przed tym, że ktoś na jadącego pustym pasem zatrąbi, strach przed koniecznością zmiany pasa, strach przed tym, że inni egoiści nie będą chcieli na ten drugi pas wpuścić.
-
Poczucie realizacji misji, misji blokowania, misji robienia dobrze sobie i tym którzy są przed nami, poczucie że tak właśnie trzeba. To poczucie jest uzasadnione następnym punktem czyli…
-
…brakiem mózgu.
-
No dobrze, trochę za ostro. Jedyne sensowne dla mnie wytłumaczenie to takie, że po prostu ludzie chcą mieć spokój i się nie denerwować. Może tak jest najczęściej… oby.
Co należy robić i jak? “zamek błyskawiczny”, “suwak”, “zatrzask” i nie bać się tylko to stosować! Jest nawet taka akcja Gazety Wyborczej, choć ostatnio jakoś ucichła: Pomóżmy sobie w korkach.