Biurokracja to przekleństwo. Tysiące papierów, tony wniosków składanych tylko po to by otrzymać kolejne papiery i dziesiątki miejsc, które w tym celu trzeba odwiedzić. Urzędy skarbowe, ZUS, urzędy miejskie, gminne itp. itd.
Do tej biurokracji dochodzi urzędnicza awersja do informatyki, która sprawia, że niejednokrotnie na stronach urzędów nie można znaleźć potrzebnych wniosków, nie mówiąc już o elektronicznym załatwieniu sprawy. Jednak… czyżbym był w błędzie? Oto na Śląsku działa SEKAP, czyli System Elektronicznej Komunikacji Administracji Publicznej!
Z punktu widzenia szarego zinformatyzowanego obywatela, czy przedsiębiorcy SEKAP to wspaniała rzecz. Platforma ta umożliwia kontaktowanie się z urzędami administracji publicznej (niestety nie z US ani ZUS), a więc składanie wniosków i uzyskiwanie zaświadczeń, bez konieczności składania wizyty w urzędzie. No dobrze, wymagana jest jedna wizyta po to, aby uzyskać certyfikat umożliwiający elektroniczne podpisywanie sekapowych dokumentów.
Piękne? Niestety zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. W moim przypadku na początku było humorystycznie. Przez SEKAP złożyłem wniosek o uzyskanie podpisu elektronicznego (gwoli ścisłości jest to podpis darmowy, ale działający tylko w ramach SEKAPu), po czym udałem się do urzędu po to by potwierdzić swoją tożsamość i odebrać plik z certyfikatem. Miła i całkiem ładna pani najpierw zapytała czy potrzebuję tego na zajęcia. – Jakie zajęcia? – zapytałem. Pani się zmieszała po czym wyjaśniła mi, że te podpisy odbierają głównie studenci, którym jakiś wykładowca dał takie zadanie. W sumie miło, bo studia już dawno temu skończyłem
. Następnie pani urzędniczka wyciągnęła karteczkę z zanotowaną instrukcją postępowania i krok po kroku realizowała procedurę wystawiania certyfikatu. Śmieszne, ale skuteczne… tylko raz musiała prosić kolegę informatyka o pomoc. Koniec końców uzyskałem certyfikat i mogłem wrócić do domu. Wniosek z tego taki, że za mało ludzi korzysta z SEKAPu, bo urzędnicy bez ściągawki nie potrafią wygenerować certyfikatu. Plus za to, że mimo wszystko mają pod ręką instrukcję. Ślązacy! Marsz do urzędów!
Potem było pięknie. SEKAP naprawdę działa! Złożyłem elektroniczny wniosek i załatwiłem sprawę. Raz. Za drugim razem wniosek, który składałem okazał się być płatny. Zgodnie z pomocą systemu SEKAP, w tej sytuacji powinienem złożyć wniosek, a urząd po jego odbiorze udostępni mi w systemie informację na temat płatności, plus samą płatność w zakładce “Opłaty nierozliczone”. Tymczasem otrzymałem telefon z urzędu i kolejna miła Pani poinformowała mnie, że nie dokonałem płatności. Usłyszawszy, że czekam aż mi płatność udostępnią w systemie bardzo się zdziwiła – po prostu nic nie wiedziała na temat tej funkcji. W zamian zaproponowała wizytę w urzędzie i załatwienie sprawy od ręki, bylebym tylko miał potwierdzenie płatności ze sobą. Dobrze, że ci urzędnicy są tacy mili inaczej na pewno mocno bym się zirytował. No cóż, ktoś po prostu tej pani nie wyszkolił wystarczająco, albo też instrukcja obsługi SEKAPu jest błędna. Tak czy inaczej przykro patrzeć.
Podsumowując stwierdzam, że SEKAP działa tak gdzieś do połowy. Można szybko złożć wniosek, gorzej gdy trzeba za niego zapłacić. Starej dobrej wizyty w urzędzie nic nie zastąpi. Ot wystarczy wziąć urlop i wpaść do urzędu przed 15:30, ewentualnie poczekać na ten jeden jedyny dzień, gdy urząd pracuje do 17. To już jutro, może zdążę.














