Przykro patrzeć na to jak wskutek przyczyn mniej lub bardziej znanych rośnie kurs franka szwajcarskiego. Kryzys w Grecji, preludium kryzysu we Włoszech i jeszcze paru innych europejskich krajach, obniżenie ratingu dla USA (tylko przez jedną z kilku większych agencji, ale to nie szkodzi i tak wystarczy). Do tego żydokomuna, masoneria, cyganeria, scjentolodzy i inna spekuła, która postanowiła zarobić na umocnieniu franka i zdołowaniu złotówki.
Konia z rzędem temu, kto wie co się właściwie dzieje. Wie naprawdę, nie tak jak najbardziej znani w Polsce doradcy i eksperci, którzy na wyścigi podają w prasie wyjaśnienia i mądre rady… mniej warte niż prognozy pogody.

Jest więc źle. Drogi frank to problem dla wielu, acz nie dla wszystkich, osób zadłużonych w tej walucie. Nagle kredyty na dwieście tysięcy stają się dwukrotnie większe, raty znacząco rosną. Trudno, każdy był świadomy ryzyka kursowego, ot raz spada innym razem rośnie. Na to jednak nakłada się mroczne widmo w postaci spreadu, czyli różnicy między kursem kupna i sprzedaży franka (i każdej innej waluty). Kredytobiorcy, którzy spłacają raty muszą kupować walutę w tym banku, w którym wzięli kredyt po takim kursie i z takim spreadem jaki się bankowi spodoba. Tylko nieliczni mogą spłacać bezpośrednio we frankach, o ile ich bank to umożliwia na “ludzkich” warunkach. Zwykle jednak niezbędne do tego jest podpisanie aneksu i zapłacenie za niego takiej kwoty, że cała operacja staje się zupełnie nieopłacalna. Co ciekawe, zwykle w umowach kredytowych nie ma nic o spreadzie i jego wysokości. Banki sprytnie zostawiły sobie furtkę do dojenia klientów.
Spreadowe rekordy bije Getin Bank, zdzierający na każdym franku 13,9%, co w praktyce daje nawet 48 groszy. Gdy w telewizji krzyczą, że frank przekroczył 4 złote, w Getinie jest to prawie 4,50! Nie na darmo twarzą tego banku jest Piotr Fronczewski, czyli nomen omen Franek Kimono.
Na ratunek frankensztajnom przychodzi jednak nieoceniony Pierwszy Strażak RP, czyli Waldemar Pawlak. Jest pożar, trzeba gasić szybko i oto już 29 sierpnia 2011 wchodzi w życie tzw. ustawa antyspreadowa. Teraz każdy będzie mógł spłacać kredyt w walucie, którą kupi gdzie zechce, bądź po prostu zarobi w Szwajcarii. Bank nie będzie mógł tego zabronić, ani pobierać z tego tytułu żadnych dodatkowych opłat. Bardzo dobrze.
Oczywiście psy ogrodnika już ujadają, że dlaczego inni mają mieć lepiej niż one. Dlaczego zadłużonym w złotówkach rząd nie ulży!? Otóż dlatego, że ta ustawa to jedynie zamknięcie złodziejskiej furtki otwartej przez bankowych mataczy. Złotówkarzom nikt nie dolicza do każdej złotówki dodatkowych 48 groszy za nic. Ot i tyle.
Ale, ale co mnie skłoniło do napisania tego posta? Otóż okazało się, że Getin ma dość czarnego PR i chce zerwać z wizerunkiem banku o najwyższym spreadzie. Stał się cud! Getin obniżył spread na franku do 6,97% (zachęcam do obejrzenia spreadów z różnych banków na stronie http://spred.pl).
Dowcip polega jednak na tym, że cudów nie ma, a Getin tak łatwo nie odpuszcza. Co więc koledzy Franka Kimono wymyślili? Obniżyli spread, w zamian podnosząc kurs waluty. Teraz Getin może się pochwalić najdroższymi frankami w Polsce. Przykro patrzeć.













