Festiwale polskiej piosenki

Przykro patrzeć na to jak wyglądają dziś polskie festiwale piosenki. Wielka reklama, masa ochów i achów i niestety… często pojawiające się pytanie: co to kurde jest…?!

Sopot, Opole, Top Trendy jakieś Superjedynki. Właściwie to nawet nie wiem który festiwal jest który. Może TopTrendy to jest to samo co Sopot? Nie mam pojęcia i w sumie specjalnie mnie to nie interesuje. Niemniej jednak, jeśli ogląda się choć trochę TV, to nie da się przeoczyć przeróżnych zapowiedzi, relacji czy powtórek. Ja też trafiłem na transmisję paru koncertów i niektóre fragmenty oglądnąłem.

To co widziałem to popisy poprzebieranych aktorów i dwa koncerty debiutów (chyba się to tak nazywało) jeden w Opolu i drugi na TopTrendy.
Debiuty to to, co jak mi się wydaje, powinno być główną atrakcją całych tych festiwali i to co teoretycznie jest w stanie mnie jakoś zainteresować choćby swą formą współzawodnictwa. Niestety, opolskie debiuty, polegające na śpiewaniu tzw. coverów i debiuty na TopTrendy to jakaś pomyłka - totalna słabizna. Może i zdarzyło się parę piosenek niezłych (dwie?), ale przy większości zadawałem sobie wspomniane wcześniej pytanie: ‘co to kurde jest..?’ i ‘skąd Ci ludzie się biorą’?
Dużo nijakich pioseneczek, wykonawcy (nie wszyscy) wystylizowani w przedziwny (zwykle idiotyczny) sposób przypominający to co dominuje w “Jak oni śpiewają”, “Idol” i innych takich. Po prostu kicha, mizeria, żenada zwłaszcza z powodu zachwytów prowadzących nad tymi “cudownymi” piosenkami i nowymi “gwiazdami” estrady.
Nie rozumiem doboru wykonawców - debiutantów, ale ja w sumie nie znam się na muzyce, jestem tylko bardzo przeciętnym widzem i słuchaczem.

Jest jednak nadzieja! Dziś, tj. w niedzielę 28 czerwca włączyłem sobie telewizor i… zobaczyłem relację z kolejnego festiwalu. Muszę powiedzieć że to było wreszcie coś. Coś co przykuło mnie do telewizora i co oglądnąłem z przyjemnością w dodatku zastanawiając się czy można kupić jakąś płytę tych wykonawców.
Co to był za festiwal? Otóż oglądałem dziś Festiwal Zaczarowanej Piosenki realizowany pod egidą fundacji Anny Dymnej, gdzie niepełnosprawni artyści, prawdziwi debiutanci, śpiewali tak, że niech się (prawie) wszyscy wykonawcy z Opola czy Sopotu schowają i najlepiej już więcej nie pokazują. Niech się schowają bo obawiam się iż w przypadku bezpośredniej konfrontacji “Zaczarowani piosenkarze” zmietli by tych chcących być “Trendy” ze sceny w ciągu paru sekund. I mówię tu zarówno o kwestiach muzycznych, o czystej przyjemności ze słuchania tych występów jak i o uroku osobistym i naturalności wykonawców.

Na Festiwalu zaczarowanej piosenki moim faworytem był Kamil Czeszel, ale niestety zajął drugie miejsce. W każdym razie kiedy go posłuchałem to stwierdziłem że gdyby nagrał jakąś płytę z tego rodzaju (chyba bluesowo-jazzową - nie znam się) muzyką, jak to co zaśpiewał w ramach konkursu, to bym ją od ręki kupił.
Podsumowując, takich festiwali sobie życzę a nie skomercjalizowanego cyrku “Sopolowego” i wolę takich wykonawców miast wystylizowanych lalek.

Napisz odpowiedź